Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

 W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia  Wam usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Waszym urządzeniu końcowym. Możecie dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej 
"Polityce Cookies".

New Page 1









Blog

  • 02 Dec 2016
    Wczoraj oczywiście "za pięć dwunasta"  mój syn, uczeń trzeciej klasy gimazjum, poprosił mnie o napisanie czegoś o zasadach wynoszonych z domu. Ponoć jakąś ocenę ma za to dostać.  Oto moje przemyślenia.  Miało być poważnie, a wyszło jak zwykle... __________________________________________________________   Moralność człowieka kształtuje się w domu Wszyscy się dziś wszystkiemu dziwią. Starsi ludzie zdziwieni mawiają, że za ich czasów nie było tego czy tamtego. Policja dziwi się rozwydrzeniu młodzieży. Nauczyciele dziwią się zachowaniu uczniów. Najbardziej jednak dziwią się rodzice. „U nas w domu się nie przeklina!” „On nie mógłby tego ukraść. Niczego mu nie brakuje.” „Tomaszek to takie spokojne dziecko!” „Skąd te osiem szwów?” Według mnie sprawa jest prosta: na ogół rodzice mają to na własne życzenie, bo tak swoje dzieci nauczyli albo ich nie dopilnowali i wychował je ktoś inny. Przychodzimy na świat bez jakichkolwiek zasad. Nie mamy żadnego pojęcia co to jest moralność. Nie wiemy co jest dobre, a co złe. Nic nie wiemy. Pierwszym autorytetem zawsze stają się rodzice. To od nich uczymy się najpierw najprostszych zachowań. Naśladujemy rodziców we wszystkim. Często podświadomie, nawet jeśli ich nie rozumiemy, bo jesteśmy zbyt mali. Nieraz jednak już w samych zabawach widać, co dzieje się w domu: jedne dzieci gotują obiad dla lalki, prowadzą misia do weterynarza, tymczasem inne wystawiają przy trzepaku komedię: jak to mama chciała wlać bratu kablem, ale w nerwach zapomniała, że na jego drugim końcu znajduje się żelazko. Albo jak ojciec pił wódkę z wujkiem Staszkiem i zrzucił ze stołu miskę z sałatką. Walczył bohatersko próbując ją tuż nad ziemią złapać. Niestety oboje polegli. Dziecko szybko dostrzeże też podwójne normy: jedne dla niego, inne wobec pozostałych. Zosia ma mówić zawsze prawdę - inaczej będzie szlaban na Internet, ale tata już może skłamać mówiąc do mamy: „Jak zadzwoni Zenek (kolega), żeby mu pomóc wnieść meble, powiedz temu frajerowi, że mnie nie ma.”. Czyżby tata zapomniał, że ten „frajer” w zeszłym miesiącu naprawił mu pralkę? To niesamowite, jak szybko Zosia nauczyła się owe dwojakie odważniki zastosować w kontaktach z koleżankami. Pytana przez Małgosię, powie: „naprawdę fajną masz tę bluzkę”. Zaś do Ewelinki i Zuzi użyje cytatu ze znanego filmu: „Tę bluzkę Gośka chyba zarąbała z pomocy dla powodzian”. I znów jest wesoło. Oczywiście Zosia jak i jej rodzice nosi markowe ciuchy i tak samo jak rodzice z byle kim zadawać się nie będzie. Niech każdy zna swoje miejsce. Telewizja ma ogromny wpływ. Mówi się, że zastępuje dziś rodziców. Coś w tym musi być.Sedno tkwi nie tylko w samym odbiorniku, który koniecznie musi być o kilka cali większy niż ten kupiony niedawno przez sąsiada. Tu ważniejsze są filmy, w których pokazany jest współczesny, podobno zabawny model rodziny: ojciec nygus i niedorajda, głupawa mamuśka. Oboje oglądają telewizję i udają, że ze sobą rozmawiają. W międzyczasie jednak dorobili się jakimś cudem niezwykle błyskotliwego potomstwa, które rzuca na prawo i lewo takimi frazesami, że wyprzedza je podkładany sztucznie śmiech. To jeszcze da się przeboleć, choć po kilkunastu minutach oglądania zaczyna już serio irytować, kiedy amerykańskie dowcipy przetłumaczone przez pięćdziesięciolatka nie wiedzieć czemu wcale nie śmieszą. Szczególnie zastosowane w szkole. Ale rodzice generalnie zadowoleni, że dziecko nie włóczy się nigdzie i ogląda śmieszne filmy w TV. Przymknęli tylko drzwi, bo te śmiechy faktycznie denerwują. Zdecydowanie jednak gorszą rzeczą są tak zwane „komedie”, w których gdyby „wypikać” wulgaryzmy, film byłby nudny. W szkole cytowane fragmenty budzą wesołość i szacunek wśród rówieśników. U nauczycieli jakoś nie bardzo. Ale rodzice się przecież śmiali. To jak to jest? Inna rzecz, może nawet bardziej popularna niż telewizja to gry komputerowe. Do historii przeszły już czasy, kiedy statkiem kosmicznym zbudowanym z trójkąta, prostokąta i dwóch kwadracików można było godzinami roznosić na strzępy wrednych kosmitów. Dziś dobra gra to taka, gdzie kradnie się auta, strzela do policjantów, a najlepszy bonus dostaje się po śmiertelnym potrąceniu na pasach kobiety w ciąży. Ma się ten własny komputer. Rodzice kupili, żeby dziecko się nie włóczyło. Nie włóczy się. Siedzi spokojnie w domu. Dajmy mu spokój. Za naszych czasów tego nie było… To prawda. Dziś komputer w zmywarce do naczyń ma większą moc obliczeniową. Ale to niczego nie zmienia, bowiem niechcący zauważyłeś późnym wieczorem, jak tato na swoim laptopie w zapamiętaniu rozwalał z karabinu kolejny oddział arabskich terrorystów… Wnętrzności bryzgały po całym ekranie.A ciebie ostatnio zatrzymał policjant i zwrócił uwagę, że nie masz z tyłu światła w rowerze. W pierwszym odruchu chętnie byś go odstrzelił… Kolejna sprawa - smartfon. Oczywiście jeśli jesteś posiadaczem najnowszego modelu - szczególnie tego z nadgryzionym jabłkiem – jesteś gość i (prawie) wszyscy ci zazdroszczą. Inne w sumie też nie są złe, byle ekran był potężny i szybko ładował się Internet. Oczywiście po co ci użytkowe aplikacje jak słownik angielskiego czy układ okresowy, skoro największą frajdę sprawia robienie głupich min na tle białych kafelków w szkolnej toalecie. Później tylko szybka wrzutka na Facebook. No i co w tym złego? Przecież rodzice też umieścili na swoim profilu fotkę z grilla u cioci Stasi, na której stół uginał się od… butelek, a wujek Zdzichu był już wyraźnie zmęczony. Niestety zapomniałeś naładować baterię i nie mogłeś zadzwonić do domu, że dziś przyjdziesz później. Pożyczyłeś od koleżanki starą Nokię. Ostatnio zauważyłeś graniczące z euforią zadowolenie rodziców. Wykorzystali całą linię kredytową na koncie i zrobili takie zakupy, jakby jutro miała wybuchnąć wojna.- Czemu przelewacie olej do słoików i zamrażacie parówki? – zapytałeś. - Ach, ty nic nie wiesz - padła odpowiedź – była promocja w Lidlu. Można było zwrócić towar, który nie spełniał oczekiwań. - No a tu leżą puste opakowania. - I o to chodzi! Nawet jak puste opakowanie oddasz, to ci zwrócą pieniądze. Jest promocja, trzeba korzystać. Ma się tę głowę na karku, no nie?- A można tak? - A jak nas rząd na każdym kroku okrada, to można?!Niezły przykład połączenia ekonomii z moralnością. A przy okazji rozgrzeszenie. Ktoś nas okrada, więc innych można też okraść. Tylko co wspólnego z Lidlem ma polski rząd? Nagle przypomniałeś sobie jak tata z dumą opowiadał, że w ostatniej podróży służbowej zaoszczędził nieco paliwa i ściągnął je do kanistra jako rekompensatę za to, że ten złodziej szef za mało mu placi. To zaledwie kilka drobnych przykładów, z których wyłania się pytanie: co młody człowiek wyniesie z domu, w którym takie sytuacje mają miejsce? Jakie zasady sobie przyswoił? Czy zdziwienie rodziców, choćby takie jak przytoczone na wstępie może mieć podstawy? Czego się spodziewać gdy w domu panuje pochwała cwaniactwa i nieuczciwości, dwulicowość i wywyższanie się jest na porządku dziennym a przemoc i wulgarny język to dobra zabawa? Wreszcie czym są dwojakie normy, jedne obowiązujące dzieci a inne dorosłych? Zanim więc rodzice po raz kolejny się zdziwią, niech wpierw przyjrzą się sobie i zastanowią się, jakim przykładem są dla swoich dzieci. Bo dzieci uczą się bardzo szybko. ______________________________________________________ Co o tym sądzicie?                               
    4 Dodane przez moravsky
  • Wczoraj oczywiście "za pięć dwunasta"  mój syn, uczeń trzeciej klasy gimazjum, poprosił mnie o napisanie czegoś o zasadach wynoszonych z domu. Ponoć jakąś ocenę ma za to dostać.  Oto moje przemyślenia.  Miało być poważnie, a wyszło jak zwykle... __________________________________________________________   Moralność człowieka kształtuje się w domu Wszyscy się dziś wszystkiemu dziwią. Starsi ludzie zdziwieni mawiają, że za ich czasów nie było tego czy tamtego. Policja dziwi się rozwydrzeniu młodzieży. Nauczyciele dziwią się zachowaniu uczniów. Najbardziej jednak dziwią się rodzice. „U nas w domu się nie przeklina!” „On nie mógłby tego ukraść. Niczego mu nie brakuje.” „Tomaszek to takie spokojne dziecko!” „Skąd te osiem szwów?” Według mnie sprawa jest prosta: na ogół rodzice mają to na własne życzenie, bo tak swoje dzieci nauczyli albo ich nie dopilnowali i wychował je ktoś inny. Przychodzimy na świat bez jakichkolwiek zasad. Nie mamy żadnego pojęcia co to jest moralność. Nie wiemy co jest dobre, a co złe. Nic nie wiemy. Pierwszym autorytetem zawsze stają się rodzice. To od nich uczymy się najpierw najprostszych zachowań. Naśladujemy rodziców we wszystkim. Często podświadomie, nawet jeśli ich nie rozumiemy, bo jesteśmy zbyt mali. Nieraz jednak już w samych zabawach widać, co dzieje się w domu: jedne dzieci gotują obiad dla lalki, prowadzą misia do weterynarza, tymczasem inne wystawiają przy trzepaku komedię: jak to mama chciała wlać bratu kablem, ale w nerwach zapomniała, że na jego drugim końcu znajduje się żelazko. Albo jak ojciec pił wódkę z wujkiem Staszkiem i zrzucił ze stołu miskę z sałatką. Walczył bohatersko próbując ją tuż nad ziemią złapać. Niestety oboje polegli. Dziecko szybko dostrzeże też podwójne normy: jedne dla niego, inne wobec pozostałych. Zosia ma mówić zawsze prawdę - inaczej będzie szlaban na Internet, ale tata już może skłamać mówiąc do mamy: „Jak zadzwoni Zenek (kolega), żeby mu pomóc wnieść meble, powiedz temu frajerowi, że mnie nie ma.”. Czyżby tata zapomniał, że ten „frajer” w zeszłym miesiącu naprawił mu pralkę? To niesamowite, jak szybko Zosia nauczyła się owe dwojakie odważniki zastosować w kontaktach z koleżankami. Pytana przez Małgosię, powie: „naprawdę fajną masz tę bluzkę”. Zaś do Ewelinki i Zuzi użyje cytatu ze znanego filmu: „Tę bluzkę Gośka chyba zarąbała z pomocy dla powodzian”. I znów jest wesoło. Oczywiście Zosia jak i jej rodzice nosi markowe ciuchy i tak samo jak rodzice z byle kim zadawać się nie będzie. Niech każdy zna swoje miejsce. Telewizja ma ogromny wpływ. Mówi się, że zastępuje dziś rodziców. Coś w tym musi być.Sedno tkwi nie tylko w samym odbiorniku, który koniecznie musi być o kilka cali większy niż ten kupiony niedawno przez sąsiada. Tu ważniejsze są filmy, w których pokazany jest współczesny, podobno zabawny model rodziny: ojciec nygus i niedorajda, głupawa mamuśka. Oboje oglądają telewizję i udają, że ze sobą rozmawiają. W międzyczasie jednak dorobili się jakimś cudem niezwykle błyskotliwego potomstwa, które rzuca na prawo i lewo takimi frazesami, że wyprzedza je podkładany sztucznie śmiech. To jeszcze da się przeboleć, choć po kilkunastu minutach oglądania zaczyna już serio irytować, kiedy amerykańskie dowcipy przetłumaczone przez pięćdziesięciolatka nie wiedzieć czemu wcale nie śmieszą. Szczególnie zastosowane w szkole. Ale rodzice generalnie zadowoleni, że dziecko nie włóczy się nigdzie i ogląda śmieszne filmy w TV. Przymknęli tylko drzwi, bo te śmiechy faktycznie denerwują. Zdecydowanie jednak gorszą rzeczą są tak zwane „komedie”, w których gdyby „wypikać” wulgaryzmy, film byłby nudny. W szkole cytowane fragmenty budzą wesołość i szacunek wśród rówieśników. U nauczycieli jakoś nie bardzo. Ale rodzice się przecież śmiali. To jak to jest? Inna rzecz, może nawet bardziej popularna niż telewizja to gry komputerowe. Do historii przeszły już czasy, kiedy statkiem kosmicznym zbudowanym z trójkąta, prostokąta i dwóch kwadracików można było godzinami roznosić na strzępy wrednych kosmitów. Dziś dobra gra to taka, gdzie kradnie się auta, strzela do policjantów, a najlepszy bonus dostaje się po śmiertelnym potrąceniu na pasach kobiety w ciąży. Ma się ten własny komputer. Rodzice kupili, żeby dziecko się nie włóczyło. Nie włóczy się. Siedzi spokojnie w domu. Dajmy mu spokój. Za naszych czasów tego nie było… To prawda. Dziś komputer w zmywarce do naczyń ma większą moc obliczeniową. Ale to niczego nie zmienia, bowiem niechcący zauważyłeś późnym wieczorem, jak tato na swoim laptopie w zapamiętaniu rozwalał z karabinu kolejny oddział arabskich terrorystów… Wnętrzności bryzgały po całym ekranie.A ciebie ostatnio zatrzymał policjant i zwrócił uwagę, że nie masz z tyłu światła w rowerze. W pierwszym odruchu chętnie byś go odstrzelił… Kolejna sprawa - smartfon. Oczywiście jeśli jesteś posiadaczem najnowszego modelu - szczególnie tego z nadgryzionym jabłkiem – jesteś gość i (prawie) wszyscy ci zazdroszczą. Inne w sumie też nie są złe, byle ekran był potężny i szybko ładował się Internet. Oczywiście po co ci użytkowe aplikacje jak słownik angielskiego czy układ okresowy, skoro największą frajdę sprawia robienie głupich min na tle białych kafelków w szkolnej toalecie. Później tylko szybka wrzutka na Facebook. No i co w tym złego? Przecież rodzice też umieścili na swoim profilu fotkę z grilla u cioci Stasi, na której stół uginał się od… butelek, a wujek Zdzichu był już wyraźnie zmęczony. Niestety zapomniałeś naładować baterię i nie mogłeś zadzwonić do domu, że dziś przyjdziesz później. Pożyczyłeś od koleżanki starą Nokię. Ostatnio zauważyłeś graniczące z euforią zadowolenie rodziców. Wykorzystali całą linię kredytową na koncie i zrobili takie zakupy, jakby jutro miała wybuchnąć wojna.- Czemu przelewacie olej do słoików i zamrażacie parówki? – zapytałeś. - Ach, ty nic nie wiesz - padła odpowiedź – była promocja w Lidlu. Można było zwrócić towar, który nie spełniał oczekiwań. - No a tu leżą puste opakowania. - I o to chodzi! Nawet jak puste opakowanie oddasz, to ci zwrócą pieniądze. Jest promocja, trzeba korzystać. Ma się tę głowę na karku, no nie?- A można tak? - A jak nas rząd na każdym kroku okrada, to można?!Niezły przykład połączenia ekonomii z moralnością. A przy okazji rozgrzeszenie. Ktoś nas okrada, więc innych można też okraść. Tylko co wspólnego z Lidlem ma polski rząd? Nagle przypomniałeś sobie jak tata z dumą opowiadał, że w ostatniej podróży służbowej zaoszczędził nieco paliwa i ściągnął je do kanistra jako rekompensatę za to, że ten złodziej szef za mało mu placi. To zaledwie kilka drobnych przykładów, z których wyłania się pytanie: co młody człowiek wyniesie z domu, w którym takie sytuacje mają miejsce? Jakie zasady sobie przyswoił? Czy zdziwienie rodziców, choćby takie jak przytoczone na wstępie może mieć podstawy? Czego się spodziewać gdy w domu panuje pochwała cwaniactwa i nieuczciwości, dwulicowość i wywyższanie się jest na porządku dziennym a przemoc i wulgarny język to dobra zabawa? Wreszcie czym są dwojakie normy, jedne obowiązujące dzieci a inne dorosłych? Zanim więc rodzice po raz kolejny się zdziwią, niech wpierw przyjrzą się sobie i zastanowią się, jakim przykładem są dla swoich dzieci. Bo dzieci uczą się bardzo szybko. ______________________________________________________ Co o tym sądzicie?                               
    Dec 02, 2016 4
  • 07 Nov 2016
    7 listopada przypomniał mi, jak może być pięknie w pościgu za Boleniami. Od rana w padającym co chwilę deszczu "czesałem" zakątek zatoki z powalonymi drzewami. To właśnie w tym trudnym łowisku złowiłem dzisiaj dziesięć Boleni. No dobra, Boleników :). Jednak nie ich rozmiar a ilość tak bardzo mnie ucieszyły. Wreszcie. W około godzinę - 10 (tak, tak - dziesięć) Boleni. Jedenasty okazał się spory i właśnie te zwalone do wody drzewa pomogły mu w ucieczce. Radość spotęgowała popołudniowa "poprawka", czyli krótki wypadzik, który zaowocował dwoma Bolenikami i sporym Okoniem. Zdjęcie towarzyszące temu wpisowi jest jednak archiwalne - nie robiłem dzisiaj zdjęć łowionym przedszkolakom. Jutro... kolejna wyprawa skoro świt. Dzisiejsza dwunastka podniosła moje statystyki do 198 :D Jest dobrze. Życzę wszystkim spełnienia w swojej pasji i takiej radości, jaka dzisiaj rozpiera mi serce. Sezon trwa :)
    43 Dodane przez Falcon
  • By Falcon
    7 listopada przypomniał mi, jak może być pięknie w pościgu za Boleniami. Od rana w padającym co chwilę deszczu "czesałem" zakątek zatoki z powalonymi drzewami. To właśnie w tym trudnym łowisku złowiłem dzisiaj dziesięć Boleni. No dobra, Boleników :). Jednak nie ich rozmiar a ilość tak bardzo mnie ucieszyły. Wreszcie. W około godzinę - 10 (tak, tak - dziesięć) Boleni. Jedenasty okazał się spory i właśnie te zwalone do wody drzewa pomogły mu w ucieczce. Radość spotęgowała popołudniowa "poprawka", czyli krótki wypadzik, który zaowocował dwoma Bolenikami i sporym Okoniem. Zdjęcie towarzyszące temu wpisowi jest jednak archiwalne - nie robiłem dzisiaj zdjęć łowionym przedszkolakom. Jutro... kolejna wyprawa skoro świt. Dzisiejsza dwunastka podniosła moje statystyki do 198 :D Jest dobrze. Życzę wszystkim spełnienia w swojej pasji i takiej radości, jaka dzisiaj rozpiera mi serce. Sezon trwa :)
    Nov 07, 2016 43
  • 23 Oct 2016
    Jest sporo gatunków ryb, które mogę łowić i pewnie wielokrotnie byłyby to jakieś fajne okazy, jednak sam siebie "wpuściłem" na niewdzięczny boleniowy grunt. Po okresach euforii, kiedy powszednieją codzienne, nieraz wielokrotne sukcesy, przychodzi czas narastającej frustracji. Jednego dnia ( o czym nie mówiłem nikomu) poszedłem "przewietrzyć głowę od Boleni". I połowiłem Okoni, ale... po 25 sztukach stwierdziłem, że wcale mnie to nie bawi... Dziwne, kiedyś była to rybka nr 1. Kolega mówi, że ja to już pewnie inaczej nie potrafię, jak tylko łowić Bolenie a inne ryby już mnie nie interesują. Kolega nie ma doktoratu z psychologii, ale jest coś na rzeczy - dopiero przy potężnym boleniowym ataku czuję to prawdziwe spełnienie w tej przedziwnej pasji. Aż chce mi się wracać nad rzekę, bo grasują tam chyba metrowe okazy, które naładowałyby moje boleniowe akumulatory. Czas pokaże...
    85 Dodane przez Falcon
  • By Falcon
    Jest sporo gatunków ryb, które mogę łowić i pewnie wielokrotnie byłyby to jakieś fajne okazy, jednak sam siebie "wpuściłem" na niewdzięczny boleniowy grunt. Po okresach euforii, kiedy powszednieją codzienne, nieraz wielokrotne sukcesy, przychodzi czas narastającej frustracji. Jednego dnia ( o czym nie mówiłem nikomu) poszedłem "przewietrzyć głowę od Boleni". I połowiłem Okoni, ale... po 25 sztukach stwierdziłem, że wcale mnie to nie bawi... Dziwne, kiedyś była to rybka nr 1. Kolega mówi, że ja to już pewnie inaczej nie potrafię, jak tylko łowić Bolenie a inne ryby już mnie nie interesują. Kolega nie ma doktoratu z psychologii, ale jest coś na rzeczy - dopiero przy potężnym boleniowym ataku czuję to prawdziwe spełnienie w tej przedziwnej pasji. Aż chce mi się wracać nad rzekę, bo grasują tam chyba metrowe okazy, które naładowałyby moje boleniowe akumulatory. Czas pokaże...
    Oct 23, 2016 85

Ogłoszenie

  • Mobilna wersja Serwisu
    Dodane przez ADMINISTRATOR wt. o 13:50

    Miło nam donieść, że udało nam się nieco zmodyfikować stronę pod kątem przeglądania jej na tabletach i urządzeniach mobilnych.
    Wcześniej było to bardzo mocno utrudnione...
    Wciąż pracujemy nad pojawiającymi się czasami trudnościami z rejestracją w Serwisie.
    Mamy nadzieję, że uda nam się te problemy usunąć w najbliższym czasie.

    Pozdrawiamy
    Redakcja.

  • Wracamy !!
    Dodane przez ADMINISTRATOR 27 listopada 2015

    Drogi słuchaczu, artysto.
    Skoro dotarłeś na naszą stronkę, poświęć kilka chwil
    i zarejestruj się u nas.
    Słuchaczu...
    Oferujemy Ci darmową muzykę jakiej nie znajdziesz w komercyjnych rozgłośniach.
    Nie uraczymy Cię reklamami i/lub polityką. Nie będziemy próbowali nawracać Cię na żadną religię.
    Jesteśmy skupieni na dobrej zabawie przy dobrej muzyce.
    Co zyskujesz jeśli jesteś Nieależnym Artystą ?
    Trochę by o tym pisać...
    Sprawdź sam...
    Zapraszamy !!

Top Albums