Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

 W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia  Wam usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Waszym urządzeniu końcowym. Możecie dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej 
"Polityce Cookies".

>
New Page 1






Blog

  • 27 Mar 2017
    Czas czekania, który umilam sobie, jak mogę, łowiąc inne ryby (Klenie i spinningowy białoryb) powoli dobiega końca. Niby doświadczenie duuuużo bogatsze, a jednak... W nowy sezon wchodzę tak, jakbym wszystko zapomniał, odpuściłem parę zaproszeń do konkursów o np. największego tegorocznego Bolenia. Wiem, że się rozkręcę, ale jakoś chyba przyjdzie mi wystartować pełen obaw, czy rzeczywiście coś tam potrafię. Nałowiłem całe mnóstwo małych i średnich ryb, jednak to nie to samo. Uderzenia wielkich Boleni są nieporównywalne do niczego. Regulaminowy aneks skraca tegoroczny okres ochronny Bolenia o niedzielę weekendu, więc "po niego" można już się wybrać 30 kwietnia... Jeden dzień a już jednak coś... Zdjęcie przedstawia pierwszomajowego Bolenia z zeszłego roku. Ciekawostką tego sukcesu było to, że Bolenia złowiłem w całkiem dla mnie obcym miejscu. Niby też Odra, ale w okolicach miejscowości Dobrzejowice, gdzie nigdy nie byłem. Tyle, ile wiedziałem o Boleniu wystarczyło, by pokonać go również tam. Kolega, z którym byłem i który jest autorem pokazanego zdjęcia, powiedział - bo ty to zwyczajnie umiesz robić. Wszędzie, gdziekolwiek tego drania wypatrzysz... Poczułem się spełniony i szczęśliwy, lecz teraz... targają mną obawy, czy rzeczywiście ta "statystyczna" wiedza i tym razem wystarczy? Nie chodzi mi o konieczność złowienia Rapy akurat tego 30 kwietnia, bo tak niby "fachowcowi" wypada, ale czy w ogóle moje własnoręcznie wystrugane przynęty się sprawdzą. Nie zamierzam bic tym razem żadnych rekordów, choć wielkość niektórych moich przynęt powinna raczej namówić do współpracy te największe odrzańskie torpedy. Zeszłoroczny rekord ilościowy pozostawiam w tym sezonie w spokoju, bo poprzeczkę podniosłem bardzo wysoko... Ten rok ma być wg planu sezonem głównie moich przynęt, więc nie wiadomo, czy nie będzie to właśnie, źródłem dodatkowych frustracji przy łowieniu ryby, która podobno jest "nie do złapania".
    7 Dodane przez Falcon
  • By Falcon
    Czas czekania, który umilam sobie, jak mogę, łowiąc inne ryby (Klenie i spinningowy białoryb) powoli dobiega końca. Niby doświadczenie duuuużo bogatsze, a jednak... W nowy sezon wchodzę tak, jakbym wszystko zapomniał, odpuściłem parę zaproszeń do konkursów o np. największego tegorocznego Bolenia. Wiem, że się rozkręcę, ale jakoś chyba przyjdzie mi wystartować pełen obaw, czy rzeczywiście coś tam potrafię. Nałowiłem całe mnóstwo małych i średnich ryb, jednak to nie to samo. Uderzenia wielkich Boleni są nieporównywalne do niczego. Regulaminowy aneks skraca tegoroczny okres ochronny Bolenia o niedzielę weekendu, więc "po niego" można już się wybrać 30 kwietnia... Jeden dzień a już jednak coś... Zdjęcie przedstawia pierwszomajowego Bolenia z zeszłego roku. Ciekawostką tego sukcesu było to, że Bolenia złowiłem w całkiem dla mnie obcym miejscu. Niby też Odra, ale w okolicach miejscowości Dobrzejowice, gdzie nigdy nie byłem. Tyle, ile wiedziałem o Boleniu wystarczyło, by pokonać go również tam. Kolega, z którym byłem i który jest autorem pokazanego zdjęcia, powiedział - bo ty to zwyczajnie umiesz robić. Wszędzie, gdziekolwiek tego drania wypatrzysz... Poczułem się spełniony i szczęśliwy, lecz teraz... targają mną obawy, czy rzeczywiście ta "statystyczna" wiedza i tym razem wystarczy? Nie chodzi mi o konieczność złowienia Rapy akurat tego 30 kwietnia, bo tak niby "fachowcowi" wypada, ale czy w ogóle moje własnoręcznie wystrugane przynęty się sprawdzą. Nie zamierzam bic tym razem żadnych rekordów, choć wielkość niektórych moich przynęt powinna raczej namówić do współpracy te największe odrzańskie torpedy. Zeszłoroczny rekord ilościowy pozostawiam w tym sezonie w spokoju, bo poprzeczkę podniosłem bardzo wysoko... Ten rok ma być wg planu sezonem głównie moich przynęt, więc nie wiadomo, czy nie będzie to właśnie, źródłem dodatkowych frustracji przy łowieniu ryby, która podobno jest "nie do złapania".
    Mar 27, 2017 7
  • 27 Feb 2017
    Bielawa. 30-tysięczne miasto, w którym prawie nic się nie dzieje. A nawet jak się dzieje, to i tak jest to do niczego. Bo organizator, bo sponsorzy, bo milion innych powodów. Po prostu nie może się udać. Taka panuje tu obiegowa opinia. Daje się to odczuć w prywatnych rozmowach oraz po komentarzach na lokalnych portalach internetowych. Stąd od razu przychodzi do głowy myśl, że dwa tygodnie ferii zimowych będą wiały nudą, podobnie jak nie dający spać w nocy wiatr, kiedy temperatura na zewnątrz „spada” do +10 stopni. Jednak po tych dwóch tygodniach ująłbym to inaczej: dzieje się, lecz nie każdy ma chęć tym się zainteresować. Najprościej jest z góry założyć, że nie warto zerknąć nawet, co organizowane jest w MOKiS-ie, czy jakimś Art-Inkubatorze. Nawet nie bardzo wiedziałem, że coś takiego w Bielawie w ogóle działa. Temu wszystkiemu dane było mi się przyjrzeć, kiedy moja młodsza siostra Aleksandra przyniosła ze szkoły ulotkę, na której widniał napis: „Ferie ze sztuką”. Był w niej program na całe dwa tygodnie. Rzuciłem pobieżnie okiem na rozkład pierwszego dnia: zajęcia z tańca HIP HOP, zajęcia plastyczne, zajęcia ceramiczne, czerpanie papieru, nauka gry na gitarze, nauka gry na instrumentach dętych i klawiszowych. Do tego klub filmowy, zajęcia z animacji artystycznej, gry i zabawy z wykorzystaniem konsoli do gier i kontrolera ruchu, konkurs gry w FIFA, gry logiczne, itd. W pozostałe dni podobnie: zajęcia z tańca, śpiewu, plastyki, muzyki, literatury, warsztaty teatralne i inne. No tak. Sporo tego, ale w sumie niewiele dla mnie: w tańcu siebie nie widzę, bo nie ciągną mnie szkolne dyskoteki. A więc po co? O śpiewaniu nie ma nawet mowy. Głos mam do kitu. Uczyć się grać na gitarze? Nie mam przecież gitary. A klawisze? Roland S-50 należący do mojego taty stoi oparty o ścianę w pokoju. Nie widziałem, żeby sam na nim grał, więc po co go kupił? Czerpanie papieru znam, podobnie jak babranie się w glinie i lepienie jakichś krzywych dziwadeł. Poezja? Odpada. Nie cierpię poezji. To może FIFA na konsoli? Kurczę, ale tam będzie pewnie tłum ludzi, więc siedzieć i przyglądać się jak ktoś inny gra? Bez sensu. Nie warto nawet zajrzeć i zobaczyć jak to wygląda. Zresztą mogę sobie pograć w domu na własnym komputerze, od którego nikt mnie nie odgoni… Jednym słowem – zostaję w domu i będę pilnować psów oraz centralnego ogrzewania. To w końcu też ważne. Aleksandra tymczasem wybrała sobie zajęcia z HIP HOP i break dance. Wcześniej zażyczyła sobie odpowiedniego obuwia oraz białego, niezbyt obcisłego T-shirta. Przez całe ferie znikała przedpołudniami z domu, by po kilku godzinach wrócić zmęczona, zjeść obiad, zamknąć się w pokoju i dalej trenować przed lustrem elementy jakiegoś „układu”, jak to nazwała. Zapowiedziała też, że będzie występować na scenie razem ze swoją grupą. Okazało się, że spotkała tam koleżanki, z którymi znała się z przedszkola i ze szkoły językowej. Na sobotę 11 lutego zapowiedziany został występ, gdzie uczestnicy „Ferii ze sztuką” pokażą swe osiągnięcia. Udałem się więc wraz z rodziną do Teatru Robotniczego w Bielawie, gdzie ku mojemu zaskoczeniu najpierw dowiedziałem się, że ponad 2000 uczestników jednak znalazło coś dla siebie i zabiło nudę. Były wśród nich nawet przedszkolaki, które na scenie czuły się tak, jakby występowały od dawna. Potem okazało się, że grupa taneczna, w której wystąpiła moja siostra zgarnęła największe brawa; prawie owacje na stojąco. Turniej gry w FIFA na konsoli wygrał mój kolega z klasy. Chyba jednak jakoś się dopchał do tego PlayStation… Wracając do domu trochę myślałem nad tym wszystkim. Minęły dwa tygodnie, podczas których niektórzy, w tym także ja - narzekali na nudę. Inni z kolei znaleźli dla siebie coś, czym mogli się zająć, ponieważ wcześniej już to lubili. Jeszcze inni zaś odkryli coś nowego dla siebie. Ciekawe, że w ogromnej większości wypadków nie trzeba było wydać na to ani złotówki! Moja siostra po warsztatach tanecznych zapisała się na regularne zajęcia. Trzeba więc być sprawiedliwym i nie marudzić, że nuda, że lipa, że nic się nie dzieje, lecz po prostu zmienić nastawienie. Może jednak podłączę tego Rolanda…    
    105 Dodane przez moravsky
  • Bielawa. 30-tysięczne miasto, w którym prawie nic się nie dzieje. A nawet jak się dzieje, to i tak jest to do niczego. Bo organizator, bo sponsorzy, bo milion innych powodów. Po prostu nie może się udać. Taka panuje tu obiegowa opinia. Daje się to odczuć w prywatnych rozmowach oraz po komentarzach na lokalnych portalach internetowych. Stąd od razu przychodzi do głowy myśl, że dwa tygodnie ferii zimowych będą wiały nudą, podobnie jak nie dający spać w nocy wiatr, kiedy temperatura na zewnątrz „spada” do +10 stopni. Jednak po tych dwóch tygodniach ująłbym to inaczej: dzieje się, lecz nie każdy ma chęć tym się zainteresować. Najprościej jest z góry założyć, że nie warto zerknąć nawet, co organizowane jest w MOKiS-ie, czy jakimś Art-Inkubatorze. Nawet nie bardzo wiedziałem, że coś takiego w Bielawie w ogóle działa. Temu wszystkiemu dane było mi się przyjrzeć, kiedy moja młodsza siostra Aleksandra przyniosła ze szkoły ulotkę, na której widniał napis: „Ferie ze sztuką”. Był w niej program na całe dwa tygodnie. Rzuciłem pobieżnie okiem na rozkład pierwszego dnia: zajęcia z tańca HIP HOP, zajęcia plastyczne, zajęcia ceramiczne, czerpanie papieru, nauka gry na gitarze, nauka gry na instrumentach dętych i klawiszowych. Do tego klub filmowy, zajęcia z animacji artystycznej, gry i zabawy z wykorzystaniem konsoli do gier i kontrolera ruchu, konkurs gry w FIFA, gry logiczne, itd. W pozostałe dni podobnie: zajęcia z tańca, śpiewu, plastyki, muzyki, literatury, warsztaty teatralne i inne. No tak. Sporo tego, ale w sumie niewiele dla mnie: w tańcu siebie nie widzę, bo nie ciągną mnie szkolne dyskoteki. A więc po co? O śpiewaniu nie ma nawet mowy. Głos mam do kitu. Uczyć się grać na gitarze? Nie mam przecież gitary. A klawisze? Roland S-50 należący do mojego taty stoi oparty o ścianę w pokoju. Nie widziałem, żeby sam na nim grał, więc po co go kupił? Czerpanie papieru znam, podobnie jak babranie się w glinie i lepienie jakichś krzywych dziwadeł. Poezja? Odpada. Nie cierpię poezji. To może FIFA na konsoli? Kurczę, ale tam będzie pewnie tłum ludzi, więc siedzieć i przyglądać się jak ktoś inny gra? Bez sensu. Nie warto nawet zajrzeć i zobaczyć jak to wygląda. Zresztą mogę sobie pograć w domu na własnym komputerze, od którego nikt mnie nie odgoni… Jednym słowem – zostaję w domu i będę pilnować psów oraz centralnego ogrzewania. To w końcu też ważne. Aleksandra tymczasem wybrała sobie zajęcia z HIP HOP i break dance. Wcześniej zażyczyła sobie odpowiedniego obuwia oraz białego, niezbyt obcisłego T-shirta. Przez całe ferie znikała przedpołudniami z domu, by po kilku godzinach wrócić zmęczona, zjeść obiad, zamknąć się w pokoju i dalej trenować przed lustrem elementy jakiegoś „układu”, jak to nazwała. Zapowiedziała też, że będzie występować na scenie razem ze swoją grupą. Okazało się, że spotkała tam koleżanki, z którymi znała się z przedszkola i ze szkoły językowej. Na sobotę 11 lutego zapowiedziany został występ, gdzie uczestnicy „Ferii ze sztuką” pokażą swe osiągnięcia. Udałem się więc wraz z rodziną do Teatru Robotniczego w Bielawie, gdzie ku mojemu zaskoczeniu najpierw dowiedziałem się, że ponad 2000 uczestników jednak znalazło coś dla siebie i zabiło nudę. Były wśród nich nawet przedszkolaki, które na scenie czuły się tak, jakby występowały od dawna. Potem okazało się, że grupa taneczna, w której wystąpiła moja siostra zgarnęła największe brawa; prawie owacje na stojąco. Turniej gry w FIFA na konsoli wygrał mój kolega z klasy. Chyba jednak jakoś się dopchał do tego PlayStation… Wracając do domu trochę myślałem nad tym wszystkim. Minęły dwa tygodnie, podczas których niektórzy, w tym także ja - narzekali na nudę. Inni z kolei znaleźli dla siebie coś, czym mogli się zająć, ponieważ wcześniej już to lubili. Jeszcze inni zaś odkryli coś nowego dla siebie. Ciekawe, że w ogromnej większości wypadków nie trzeba było wydać na to ani złotówki! Moja siostra po warsztatach tanecznych zapisała się na regularne zajęcia. Trzeba więc być sprawiedliwym i nie marudzić, że nuda, że lipa, że nic się nie dzieje, lecz po prostu zmienić nastawienie. Może jednak podłączę tego Rolanda…    
    Feb 27, 2017 105
  • 27 Feb 2017
    Zimowa przerwa dobiega końca. Dość już było tego czekania i chociaż pogoda niezbyt sprzyja, zaliczyłem już kilka raczej udanych wypadów nad wodę. Mimo podniesionego stanu Odry i nieciekawego koloru cieczy, coś tam udało się wydłubać, ale o tym nie mówcie nikomu, bo obowiązuje mnie oficjalny okres ochronny do 1 maja... (4szt.) Początek nowego sezonu to czas planowania. I powiem - jest taki plan. Chodzi mianowicie o łowienie Boleni na... własne, wykonane przez siebie przynęty i właśnie to widać na załączonym zdjęciu. Osoby o słabych nerwach proszone są o niezwracanie uwagi na ich szkaradność... Jak na użytkownika R.N.A. przystało, również i te powierzchniowe woblery zostały wykonane po amatorsku i są niezależne jak ich autor, który pozdrawia czytelników i kibiców tegorocznego potencjalnego sukcesu, którym być może będzie 100 Boleni na przynęty, które swoim wyglądem poprawią pewnie humor osobom, które miały "gorszy dzień" do momentu zobaczenia tej rozpierdzielającej system kolekcji szalonego rękodzieła. Jednak mam wiarę w te lipowe gałęzie i trochę własnego zaangażowania. W zeszłym sezonie udało się namówić kilka Boleni do współpracy, mając na agrafce własne dziwolągi... Jak będzie w tym roku - pokaże czas, na upływ którego skarżę się, że tak wolno płynie. Boleniadę można rozpocząć w tym roku już 30 kwietnia a więc dzień wcześniej...
    41 Dodane przez Falcon
  • By Falcon
    Zimowa przerwa dobiega końca. Dość już było tego czekania i chociaż pogoda niezbyt sprzyja, zaliczyłem już kilka raczej udanych wypadów nad wodę. Mimo podniesionego stanu Odry i nieciekawego koloru cieczy, coś tam udało się wydłubać, ale o tym nie mówcie nikomu, bo obowiązuje mnie oficjalny okres ochronny do 1 maja... (4szt.) Początek nowego sezonu to czas planowania. I powiem - jest taki plan. Chodzi mianowicie o łowienie Boleni na... własne, wykonane przez siebie przynęty i właśnie to widać na załączonym zdjęciu. Osoby o słabych nerwach proszone są o niezwracanie uwagi na ich szkaradność... Jak na użytkownika R.N.A. przystało, również i te powierzchniowe woblery zostały wykonane po amatorsku i są niezależne jak ich autor, który pozdrawia czytelników i kibiców tegorocznego potencjalnego sukcesu, którym być może będzie 100 Boleni na przynęty, które swoim wyglądem poprawią pewnie humor osobom, które miały "gorszy dzień" do momentu zobaczenia tej rozpierdzielającej system kolekcji szalonego rękodzieła. Jednak mam wiarę w te lipowe gałęzie i trochę własnego zaangażowania. W zeszłym sezonie udało się namówić kilka Boleni do współpracy, mając na agrafce własne dziwolągi... Jak będzie w tym roku - pokaże czas, na upływ którego skarżę się, że tak wolno płynie. Boleniadę można rozpocząć w tym roku już 30 kwietnia a więc dzień wcześniej...
    Feb 27, 2017 41

Ogłoszenie

  • Zapraszamy !!
    Dodane przez ADMINISTRATOR 27 listopada 2015

    Drogi słuchaczu, artysto.
    Skoro dotarłeś na naszą stronkę, poświęć kilka chwil
    i zarejestruj się u nas.
    Słuchaczu...
    Oferujemy Ci darmową muzykę jakiej nie znajdziesz w komercyjnych rozgłośniach.
    Nie uraczymy Cię reklamami i/lub polityką. Nie będziemy próbowali nawracać Cię na żadną religię.
    Jesteśmy skupieni na dobrej zabawie przy dobrej muzyce.
    Co zyskujesz jeśli jesteś Nieależnym Artystą ?
    Trochę by o tym pisać...
    Sprawdź sam...
    Zapraszamy !!

Top Albums